Wędki Zbyszka Kawalca – wywiad Andrzeja Trembaczowskiego

81-thickbox_default

Wędki Zbyszka Kawalca

– Obserwuję ostatnio rzecz dziwną i niezrozumialą: wędkarze znowu montują wędki! Nie wiem, na ile jest to moda, a na ile konieczność. Kiedyś wytwarzano samodzielnie wędziska, gdyż w sprzedaży nie bylo dobrego sprzętu. Dziś wędkarz idzie do sklepu i wybiera sobie gotowe cacko, według gustu, według katalogu. Kupuję sprzęt markowy, opracowany i przetestowany przez fachowców. Czy wlasnoręczne uzbrajanie wędzisk nie jest przesadą? A może jest podyktowane tylko jakąś nostalgią za dawnymi czasami? Toż to jak­by krok w tył od nowoczesnej fabryki do manufaktury. Czy jest to naprawdę konieczne?

– To jest postęp, a nie wstecznictwo. Dzisiejsi wędkarze potrzebują bardzo profesjonalnych narzędzi połowu. Wytrawny wędkarz ma wymagania i bardzo trudno jest mu znaleźć coś odpowiedniego, nawet jeżeli kupi blank o odpowiednich parametrach. Wędkarze robią, więc wędki nie z sentymentu, ale dlatego, że takiego sprzętu nie ma w sklepach. Szczególnie chodzi o kije spiningowe i muchówki. Dlatego istnieją firmy, które produkują wędki na zamówienie. Wiąże się to z wysoką jakością materiału i z precyzyjnym wykonaniem. Również styl i wykonczenie jest na najwyższym poziomie.

– Styl i wykonczenie – rzecz gustu, coś dla smakoszy, koneserów. Ktoś, kto to lubi, będzie chciał mieć jeszcze jedną wędkę, choćby dlatego, że inna i ładniejsza. Natomiast co rozumiesz przez:
„na zamówienie”? Czym się kieruje zamawiający? Czy chodzi mu o dostosowanie wędki do stylu łowienia, techni­ki rzutu, stosowanych przynęt, o specyfi­kę łowiska?

– O to wszystko razem. Wędkarze traktują kupowane wędki jako wyjściowy blank i przynoszą je do mnie do przezbrojenia, przeważnie z powodu złego rozmieszcze­nia przelotek. Najczęściej jest tych przelotek za mało, rozkład sił jest niewłaściwy i parametry blanku nie są w pełni wykorzy­stane, Wygięty pręt najbardziej jest obcią­żony w środku, tak pracuje część blanku pomiędzy przelotkami. Przeciążenie może doprowadzić do katastrofy. Naprawiałem kij, który złamał się podczas podnoszenia ćwierćkilogramowego okonka. Im więcej przelotek, tym bardziej równomierne obcią­żenie blanku. Bardzo często też przelotki hamują żyłkę przy wyrzucie, gdyż są zbyt małe i nisko umieszczone. Dotyczy to głównie pierwszej przelotki, tej przy kołowrot­ku. Przerabiam więc gotowe wędziska. Zmieniam w nich przelotki i uchwyt, który często jest umieszczony zbyt wysoko lub zbyt nisko albo ma grubość nie dostosowaną do dłoni łowiącego. Jest za gruby lub za cienki, słabo trzyma kołowrotek bądź tłumi drgania przynęty. To wszystko mogę wyeliminować. Pierwsze, o co pytam węd­karza, który chce przezbroić wędkę, to gdzie chce mieć zamocowany kołowrotek. Każdy człowiek ma inną długość ręki, inną objętość dłoni. Na tym głównie polega indywidualne dopasowanie wędziska do wędkarza. Natomiast na pracę wędki ogromny wpływ ma ustawienie przelotek. Często producenci stosują przelotki zbyt małe i montują ich na blanku za mało. Chcą w ten sposób obniżyć koszty produkcji. Zwiększam więc liczbę przelotek i inaczej je rozmieszczam. Właściwy dobór przelotek może poprawić pracę wędki nawet o 50%. Okazuje się przy tym, że gdyby to firma zrobiła od razu, koszt wędki powiększyłby się minimalnie, o jakieś kilkanaście złotych.

-Technologia poszła w kierunku mak­symalnego wykorzystania parametrów sprężystości materiałów; różne typy włókien, rozmaita struktura ich uło­żenia. Powstały wędki lekuchne i sprężyste, wprost niewiarygod­ne. Uważasz, że producenci nie doceniają roli rozmieszczenia przelotek i nie potrafią w pełni wykorzystać parametrów blan­ku? Nie dostrzegają problemu?

– Sądzę, że producenci wiedzą, jak należy rozmieszczać te przelotki. W Stanach Zjednoczonych lansu­je się najnowszą tendencję usta­wiania przelotek, nazywaną systemem Fuji. Jednak pokutują tu dwie rzeczy. Chęć obniżenia kosztów robocizny w masowej produkcji, czyli mało przelotek i gorsza ich jakość, oraz przywiązanie do tra­dycji. Producent wie, że mógłby zastosować inne rozwiązanie, ale wędkarze, przynajmniej w znacznej części, to wielcy konserwatyści. Zobaczą na szczytówce malutkie przelotki, zauważą, że jest ich dużo i nie kupią takiej wędki. Nie mają do niej zaufania. Boją się, że przez takie malutkie przelotki żyłka nie poleci. Jest też i inna przyczyna. Często producent celowo zakłada masywne przelotki. Wędkarz bie­rze kij do ręki, machnie nim parę razy na pusto w sklepie, stwierdza, że dobrze cho­dzi i już jest zadowolony. Dopiero nad wodą okaże się, że wędka zamiast deklarowane­go ciężaru wyrzutowego 20 g ma znacznie mniejszy. Błędy konstrukcyjne wychodzą dopiero w trakcie użytkowania. Przy indy­widualnych zamówieniach te parametry się ustala i taka wędka jest oczywiście droższa niż fabryczna. Są to jednorazowe prace. Trochę tak, jak garnitur szyty na miarę.

– Twój klient, wędkarz, który chce mieć taką indywidualnie dopasowaną wędkę, ma oczywiście już spore doświadczenie i wie, czego oczekiwać od sprzętu. Wie, jakie są parametry samego blanku i, by je wykorzystać jak najlepiej, dobiera przelotki, dopasowuje uchwyt. Zbroi blank. Według jakiej zasady?

 

– Często ktoś dzwoni do mnie i radzi się, jaki kij kupić do uzbrojenia. I już na pod­stawie samych parametrów technicznych blanku jego zbieżności, masy, grubości ścianek. akcji – staram się coś podsunąć. W Polsce nie ma odpowiedniego nazewnictwa dotyczącego wędzisk. Mówi się , że wędka ma akcję szybką, szczytową lub paraboliczną albo półparaboliczną. To nieprecyzyjne. Te wszystkie cechy może mieć jedna wędka! Może mieć akcję szybką, więc przy rzucaniu szczytówka szybko powraca do pierwotnego położenia. Akcje szczytówki określa się terminami: superszybka, szybka, średnia i wolna. Są także specjalne wędki określane mianem „kluska”. To takie ogólne określenia dotyczące spiningów przy muchówkach określenie akcji jest jeszcze bardziej zawiłe. Akcję wędki myli się z pracą wędki, czyli tą jej cechą która decyduje o ugięciu wędki podczas walki z rybą. Na przykład „praca progresywna”. Przy małym obciążeniu pracuje tylko szczytówka przy większym dalsza część wędki. A ekstremalne obciążenie wygina kij aż po rękojeść. Taki typ wędki bardzo lubię. A może być kij o innej pracy. np. typu „western”, w którym pracuje tylko szczytówka. Dolnik jest całkowicie sztywny. Taki typ jest preferowany zwłaszcza przy kijach jigowych. Może być typ „ medium”, w którym wędka pracuje do polowy, z przejściem na dolnik i wreszcie pełna parabola, gdy kij pracuje na całej długości, najczęstsze rozwiązanie przy muchówkach .Nie można więc mówić, że wędka jest „paraboliczna”. Bo wędka o pracy parabolicznej może mieć akcję szczytówki szybką, bardzo szybką lub wolną albo bardzo wolną. To są dwie różne sprawy. Inną cechą jest oczywiście ciężar wyrzutowy a jeszcze inną „moc wędki”, czyli cecha , która określa z jaką siłą wędka działa na rybę . Określa też jak mocnej żyłki powinniśmy używać. Amerykanie to zaznaczają, u nas nie ma takiej tradycji. Ciensza-słabsza żyłka będzie się rwała , natomiast za mocna uszkodzi wędzisko. U nas ciągle jeszcze podajemy grubość żyłki, a nie jej wytrzymałość. Więc jeszcze raz. parametry wędki określają zbieżność (wynika z niej akcja szczytówki),długość, grubość ścianek, która wpływa na pracę wędziska, moc wędki i dopiero na koncu ciężar wyrzutowy. Są czasami wędki z pozoru ciężkie, ale jak to określił pięknie Choynowski -mają cięcie.
Minimalny ruch nadgarstka i haczyk przenika nawet przez kość, np. firma Hardy produkuje takie zabójcze narzędzia.
– Słynne zacinanie płoci ruchem od dołu?

– Nie, Ty mówisz o łowieniu długą, szklaną pałą. Teraz już się nie stosuje takich. Węgiel ma inne parametry sprężystości. Jest szybki. Gdybyś zacinał rybę do dołu wcale byś jej nie zaciął. Często wędkarze nie zdają sobie sprawy ze sprężystości włókien węglowych. Lowią na plecionki, przy zablokowanym hamulcu i łamią wędki. Przy silnym zacięciu działają ogromne siły. Wystarczy spróbować na sucho, bez oporu wody, przyczepić haczyk, do, płotu i zaciąć. Można nawet sztachetę złamać. Dla ryby zacięcie jest jak wybuch granatu w pysku.
Potężne siły prawie żadnej amortyzacji.

– Z tego wszystkiego wynika, że ktoś, kto lubi majsterkować i chciałby samodzielnie uzbroić wędkę, według własnego gustu, jest skazany na żmudne dochodzenie właściwych rozwiązan , na błądzenie?

– Mam tutaj taki katalog, rzecz, która nie istnieje w Polsce: doradztwo.

Porządne firmy, takie jak Tomas & Tomas czy Orvis udzielają telefonicznych konsultacji przed zakupem sprzętu. Bezpłatnie, nie patrząc na to czy klient ten sprzęt kupi czy nie. Wypytują wędkarza, na jakiej wodzie, jakie ryby i jakimi metodami lubi łowić. U nas w sklepie, rozmowa zaczyna się od „ile chce pan wydać'”, czyli od konca. A często lepiej zapłacić więcej i mieć rzecz porządną, niż kupować wędkę co sezon.

– Co byś doradził więc komuś, kto lubi majsterkować i chciałby mieć kij własnej roboty? Komuś , kto chciałby przerobić kupiona wędkę lub zrobić ją samodzielnie z blanku?

– Niech zastanowi się co chciałby osiągnąć. Często gotową wędkę można poprawić. Samego blanku poprawie się nie da ale można lepiej wykorzystać jego walory. Sam mogłeś się przekonać, że po zmianie układu przelotek twój kij o akcji wybitnie szczytowej pozwala na komfortowy hol nawet niedużych ryb. A większe możesz z powodzeniem holować bezpiecznie na plecionce. Rzucasz łatwo bez wysiłku. Komfortowo. I to sobie dziś wędkarze cenią. Do wędki trzeba podejść jak do narzędzia, gdybyś sam chciał ją zrobić, najlepiej zacznij od zmiany tego, co już jest, bo w Polsce jest niewiele firm, które sprowadzają elementy do wędzisk.

– Przelotki można kupić.

– Można. Ale często są to przelotki, któ­rych nie warto kupować. Często masz prze­lotki tak skompletowane, że nie wiesz, co zrobić, bo do kompletu brakuje ci jesz­cze kilku. Tak są pakowane. Nie spotkałem się z przypadkiem, by ktoś sprzedawał prze­lotki luzem. Na przykład chcesz założyć dużo małych przelotek na szczytówce i na dolniku te większe, nie tłumiące stożka schodzącej z kołowrotka żyłki. A tu masz komplet i musisz jeszcze kupić drugi komplet, żeby z dwóch zrobić jeden, ten właściwy dla siebie, a resztę wyrzucić. W kilku sklepach pojawiły się komplety dziwnie zestawione. Odnoszę wrażenie, że hurtownicy chcą się pozbyć tych mało chodliwych, chcą je wypchnąć. Kupisz, bo nie masz wyboru, ale połowę z nich wyrzu­cisz, bo nie są ci do niczego potrzebne. Nie są bez wartości, tylko nie ma sensu ich zakładać, bo takiej numeracji się nie używa. Wędkarz – majsterkowicz, który chciałby przerobić sobie wędkę, niech śle­dzi literaturę. Dokładny opis i zasady zbro­jenia wędzisk podałem w „Wędkarzu Polskim” 11/96 i 12/96. Nici i lakiery moż­na dziś kupić bez problemu. Można więc próbować, ale jeżeli się chce uzyskać wysoki poziom, to trzeba mieć sporo wpra­wy. Stosunkowo łatwo można przezbroić gotową wędkę lub złożyć ją z gotowych elementów. Ale samodzielna konstrukcja wymaga większego doświadczenia. Jeżeli się chce zbudować wędkę od początku i oczekuje się od niej wygórowanych parametrów, to lepiej samemu tego nie ro­bić. Na początku można popeł­nić duże błędy i tylko się zdenerwować. Wiem z własnego doświad­czenia.

– Choćby nawinąć zbyt ciasno przelotki…

– Na przykład wgnieść je w blank. Pano­wało kiedyś takie przekonanie, jeszcze z czasów pełnego włókna szklanego, że trzeba przytwierdzić przelotki siłowo. Zastosować lakier nitro…

– Sam tak robiłem…

– …i jeszcze nici bawełniane, które pod wpływem lakieru się kurczą. Nylonowa nić się nie kurczy. Jeżeli robi się omotkę pod minimalnym naciągiem, „przez książkę”, jak to podają i owija zwój przy zwoju, to taki oplot w zupełności wystarczy, Chodzi tylko o to, by umiejscowić te przelotkę. Właściwie trzyma ją później lakier. Owijać trzeba z wyczuciem. Dzisiejsze wędki są cienkościenne, ale jak ktoś to robi uważnie i z wyczuciem, na pewno nic się nie stanie. Im ciensze nici, tym lepsze. Trzeba używać nici nylonowych, które prawie wcale się nie kurczą i nie stosować siły. Wystarczy siła oporu nici przepuszcza­nej przez grubą encyklopedię.

– Widzę u ciebie różne rysunki konstruk­cyjne. Ważysz przelotki. Inni je zakłada­ją „na oko”.

– System jest taki: jeżeli wiem, w jakiej odległości od konca wędki będzie zamoco­wany kołowrotek, to dla mnie jest to punkt wyjściowy. Po drugie: uwzględniam, jak mocny jest dolnik i co ma pracować, czy bardziej szczytówka, czy wszystko razem.


– Więc jeżeli szczytówka ma bardziej pra­cować, dajesz na niej więcej przelotek?

-Nie, nie. Tu nie mogę podać jakiejś pro­stej recepty. Wyjściem są parametry wędki. Na przykład wędkarz ma kij o długości 2,75 m, akcji szybkiej, szczytowej i ciężarze
wyrzutowym powiedzmy do 30 g, o mocy średniej, czyli do 7,5 kg, maksymalna moc żyłki od 4 do 7,5 kg . Jeżeli będzie jeździł z tym sprzętem na średnie i duże ryby, to tak jak tu jest na tym wykresie, szacuję, jakie mogą być opory żyłki podczas wyrzutu tych przynęt i ustalam, na jakiej wysokości muszę przymocować pierwszą przelotkę od kołowrotka. I teraz dopiero buduję stożek żyłki, która wychodzi z kołowrotka. Nie może być tłumiony. To jest kąt ok. 4 stopni. Jak się ten stożek skonczy, bo w którymś miejscu jego zbież­ność przecina oś wędki, to pozostałe przelotki mogą już być tej samej wielko­ści, ale staram się, by były o jak najmniej­szej masie. Dlatego używam wagi jubiler­skiej, ponieważ przelotki rożnych firm mają różną masę. I tutaj, na szczytówce, masa przelotek jest najistotniejsza.

– Starasz się, by nie była za duża?

-Tak. Można zmniejszyć obciążenie szczytówki przelotkami nawet o jedną trzecią. Natomiast te wykresy, które przed laty opra­cowałem, pokrywają się w zasadzie z tym, co mówi firma Fuji na temat rozmieszcza­nia przelotek. Różnice są dosłownie mili­metrowe, I trzecia rzecz, której nikt nie brał pod uwagę przy konstruowaniu wędzisk spiningowych, to jest wysokość przelotki. Srednica przelotki, wysokość przelotki i masa przelotki, odległości pomiędzy nimi, a dopiero na koncu twardość materiału, z jakiego wykonany jest spiek.

– Kiedyś to, co dziś daje wysokość prze­lotek, załatwiano średnicą.

– Tak. I powiększano przy tym ich masę. Ale wyjaśnię, dlaczego twardość biorę pod uwagę dopiero na koncu. Załóżmy, że mamy wędkę o akcji wolnej, parabolicznej i założymy przelotki druciaki. Można tym łowić spokojnie kilka lat. Ten kij przyj­muje na siebie większość obciążen. Nie ma dużych sił tarcia na przelotkach i nie ma pi­łowania. Natomiast sztywne kije, o moc­nych dolnikach i szybkich akcjach, takie używane do jigowania, wymagają przelotek odpornych na ścieranie. Im lepszy spiek, tym dłuższy żywot przelotki. Zwłaszcza szczytowa przelotka jest narażona na tar­cie, szczególnie kiedy używa się plecionek.

-Dobrze, opowiedziałeś o przelotkach, a co z dolnikiem? Co z uchwytem na koło­wrotek i z rękojeścią?

-Przywiązanie do tradycji narzuca wyko­nanie rękojeści z korka. I tak najczęściej robię, chociaż najtanszym rozwiązaniem jest pianka EVA lub neopren. Ale robię także rękojeści drewniane, z egzotycznych gatunków drewna; z teaku, mahoniu, orzecha i innych. Drewno ma większą gęstość niż korek i lepiej przenosi drgania przynęty do dłoni wędkującego. Coraz wię­cej wędkarzy docenia też zalety ruchome­go zamontowania kołowrotka i chce mieć taką możliwość. Wymaga to bardzo precy­zyjnego wykonania rękojeści, tak aby przenosiła drgania i zapewniała wygodny uchwyt dłoni. Komfort łowienia jest bardzo ważny.I oczywiście kołowrotek nie może wypadać z pierścieni. Stosuję pierś­cienic toczone, metalowe tak, jak w trady­cyjnych wędkach angielskich. Wędkarz może więc zakładać różne kołowrotki i umieszczać je na różnej wysokości. A pierścienie wbrew pozorom trzymają solidnie. Montuję też popularne uchwyty grafitowe lub z różnych kombinacji drewna i metalu.
– Pozostaje jeszcze estetyka wykoncze­nia, lakierowanie. Twoje wyroby są pod­pisane. Zawierają nawet dedykacje i dowcipne komentarze.
Do lakierowania używam profesjonalnych lakierów amerykanskich, angielskich, holenderskich. Do omotek nici Gudebroda, firmy produkującej komponenty do wędek od 1870 roku. O ostatecznym wyglądzie wędki decyduje właściciel, uwzględniam jego gust, jego sugestie. Każdy chce mieć wędkę niepowtarzalną, z jakimś specjalnym zdobieniem. Często taka dedykacja albo ciepły kolor omotki poprawia samopoczu­cie wędkarzowi w ponury, deszczowy i bezrybny dzien. Podbudowuje go to psychi­cznie i pozwala odnosić sukcesy.

– Rzeczywiście, twoje wędki są niepowta­rzalne. W każdej zostawiasz przyszłemu użytkownikowi coś ekstra – cząstkę sie­bie. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał ANDRZEJ TREMBACZOWSKI

Może również zainteresować...