Sandacz na muchę

Do łowienia na muchę w stojącej wodzie zachęcił mnie artykuł J. Jeleńskiego „Łowienie na muchę w jeziorach” (WW, 7-8/86). Celem mego połowu miał być jednak nie pstrąg, ale „głowacica zemborzycka”, czyli sandacz.

Sandacz na muchę 

 Moim łowiskiem jest zbiornik zaporowy utworzony w dolinie Bystrzycy koło Lublina, znany pod nazwą Zalew Zemborzycki. Jest to bardzo atrakcyjna woda dla wędkarzy. Można w niej łowić ryby przez cały rok, ale szczególnie zalecane pory połowu to maj, czerwiec i miesiące jesienne.

 

Dominującym gatunkiem jest leszcz. Drugie miejsce zajmuje sandacz (największy zgłoszony okaz ważył 7,60 kg). Inne gatunki ryb, występujące w Zalewie, to karp, amur, karaś, lin, okoń, płoć, szczupak, węgorz oraz sporadycznie jaz, ukleja i jazgarz.

Pierwsze próby łowienia rozpocząłem od dużych mokrych much i streamerów, opierając się na wzorcach z jedynych wówczas dostępnych publikacji, tj. ,,Wykonywanie sztucznych muszek” W. Węglarskiego, i ,,Wędkarstwo muchowe” J. Jeleńskiego. Bardzo nieudolne były te próby i z reguły kończyły się utratą muszki na podwodnych zaczepach. Jednocześnie stresujący był fakt, że koledzy, łowiący metodą spinningową na twistery,wracali z kompletami dorodnych sandaczy.

 Zachętą do dalszych starań były pierwsze złowione ryby (1,2 i 2,2 kg), które złakomiły się na streamera Profesor na haczyku 2/0. Od tego czasu stale ponawiałem eksperymenty i poszukiwania, mając na celu znalezienie skutecznych wzorców much do połowu sandaczy.

Obecnie stosuję wędkę 275 lub 305 cm w klasie 7, linkę pływającą z plecionym przyponem tonącym, ewentualnie Sink Tip 10-stopowy o trzecim stopniu tonięcia. Przy silniejszym wietrze używam WF F/J 20 stóp z przyponem tonącym albo DT 7S. FastSinking, ponieważ linka pływająca jest szybko spychana do brzegu przez wiatr, co utrudnia jej kontrolę.

Łowię brodząc w spodniobutach, gdyż tak jest najwygodniej. Potem bardzo krótkimi i szczypanymi ruchami przyciągam do siebie linkę. Czasem stosuję krótkie pociągnięcie, przerywane jednym długim (wtedy odczekuję dłużej przed dalszym pociągnięciem linki). Najczęściej branie przypomina zaczep: rzadko jest podobne do brania pstrąga. Często ryby tylko szczypią lub skubią muchę.Wtedy próby zacięcia nie dają rezultatu. Są też delikatne brania, które można poznać po tym, że po podciągnięciu do siebie linki nie układa się ona faliście, lecz jest prosta albo wyraźnie zmienia się jej ułożenie w wodzie. Sukces zależy od szybkiej reakcji – należy zaciąć jak najszybciej i zawsze wtedy, kiedy pojawi się jakiekolwiek podejrzenie brania. Gdy łowię na muchy typu Shadow, to po kilku krótkich pociągnięciach linki chwilę czekam (nawet do 20 sekund), a branie najczęściej następuje w momencie pierwszego pociągnięcia po pauzie.

 

Sandacz zacięty na muchówce walczy zaciekle. Potrafi wyskoczyć nad wodę jak pstrąg lub tak szybko płynąć w kierunku wędkarza, że nie nadążamy wybrać linki. Nie jest tak wytrwały w walce jak ryby łososiowate, ale pozostawia silne wrażenie, bo jest dużą rybą.

Bywa też, że ryba idzie za muchą i atakuje w momencie wyrwania jej z wody przed następnym rzutem. Zazwyczaj zacięcie jest wtedy nieskuteczne.

Najczęściej łowię w godzinach porannych i wieczornych, zarówno latem, jak i jesienią. Największe ilości brań występują na granicy dnia i nocy,

zawsze na stronie nawietrznej zbiornika, jeżeli tylko siła wiatru pozwala na rzuty linką.

Skuteczność trzech metod połowu sandacza oceniłbym następująco. – Niewątpliwie najskuteczniejszy jest żywiec i martwa rybka (metody gruntowe). Spinning pozwala na szybkie łowienie i szybką lokalizację ryby, ale skuteczność sztucznej muchy niewiele mu ustępuje. Pomimo dużej ilości brań ryb niewymiarowych lub niewiele ponad wymiar, radość z ryby złowionej na muchę jest największa. Do częstych przypadków należało, że w dniach tzw. ,,słabych brań” przewagę miała właśnie mucha (np. któregoś dnia przeprowadziłem rozeznanie wśród około trzydziestu wędkarzy łowiących na Zalewie: jeden złowił na żywca, jeden na spinning, a ja miałem wtedy trzy na muchę).

 W ostatnich latach nastąpił jednak znaczny spadek efektywności połowu w metodzie spinningowej. 

Był czas, gdy Zalew był sandaczowym eldorado i nie było problemu ze złowieniem kompletu. Muchą zainteresowałem się właśnie z powodu ogólnego spadku ilości łowionych ryb na przynęty spinningowe oraz dlatego, że połów na muchę sprawia mi dużą przyjemność.

Sandacza nie łowi się codziennie. Jest to ryba chimeryczna. By złowić go na muchę, trzeba dużo determinacji i cierpliwości. Ale trud się opłaci.

Nie sądzę, abym dziś mógł powiedzieć, że zakończyłem poszukiwania i eksperymenty w łowieniu sandaczy na muchę. Mogę jednak zaprezentować kilka wzorów much, których skuteczność została potwierdzona w praktyce. Wspólne cechy tych much to przednie obciążenie, zastosowanie bardzo miękkich materiałów, które żyją (pulsują) w wodzie, oraz zabezpieczenie konstrukcyjne chroniące przed zaczepami, a więc utratą muchy. Tu też pojawiają się wątpliwości co do klasyfikacji i nazewnictwa. Czy są to jeszcze sztuczne muchy czy już lure (czyli przynęta-wa-bik)? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam ekspertom od systematyki sztucznych much. Wszystkie muchy sandaczowe wykonuję na haczykach Aberdeen Fine Wire, czyli z cienkiego drutu, łatwo można uwolnić je z zaczepu, do-giąć haczyk i łowić dalej. Produkuje takie haczyki firma Mustad: 3263, 3263 A orazEagle CIaw: 213, 214. Muchy dociążone ołowiem zakańczam czerwoną nicią, aby odróżnić od much nie obciążonych.

ZBIGNIEW KAWALEC

Może również zainteresować...